wodzu@wodzu.net


Pamiętnik znaleziony w terminalu

Wpis na 1. poziomie, wysłany 03 maja 2008 o 18:59:58

Czas wracać. Targi w Hongkongu, sprężając się, udało się nam oblecieć w dwa dni, mieliśmy dwa na wycieczki po okolicy, ale o tym później, jeśli będzie kiedykolwiek czas – tym razem o samej podróży. Bagaże nadaliśmy na dworcu w Kowloonie (gość nawet okiem nie mrugnął na 15 kg przekroczonego limitu), podręczne zostawiliśmy w hotelu i wybraliśmy się na Lantau, na przejażdżkę kolejką linową do Buddy.

Po powrocie powłóczyliśmy się nieco po Kowloonie – chyba jakoś żal było to śmietnisko opuszczać. Wybraliśmy się na Night Market, trzeba by coś jeszcze tu zjeść, najlepiej w jakiejś knajpie na ulicy...

Kupiliśmy świeżą pieczoną wołowinę – facet ciachał ja na miejscu, ot tak, na ulicy. Nie dostaliśmy do niej żadnego narzędzia, więc jedliśmy ją palcami, stojąc na ulicy, obok płotka robót drogowych, między przepychającymi się ludźmi i samochodami, ociekający sos strząsając wprost do kratki kanalizacyjnej. No, taki folklor.

Kupiłem zegarek z Mao i krawat w chińskie baźgoły, siedliśmy przy stoliku, czas na ostatni posiłek pałeczkami. Przy stoliku obok – biali. Facet je widelcem, kobieta nic. Widać, że początkujący – on nie umie, ona się brzydzi w takich warunkach. Przeeeejdzie im...

Czytaj dalej...

Dodaj komentarz | Ogólne Powrót do przeszłości Warstwa ..., warstwa piasku Wiatr we włosach |

Sponsor główny

Wpis na 1. poziomie, wysłany 21 czerwca 2006 o 20:42:07

Faktura przyszła. Od tych błękitnych od Dudka, czy jak mu tam. Pół kilo reklam neostrady i faktura. Faktura, jak faktura. Netto, vat, brutto, nota odsetkowa... Zaraz! Jaka znowu nota? Jakie odsetki? Nie przypominam sobie, żeby brał od nich jakiś kredyt!

Odsetki najprawdopodobniej za nieterminową zapłatę za poprzednią fakturę, bo za cóżby innego? No, nieterminowo płacę, jak nic. Nierzetelny, migam się jak mogę, żeby na kredyt zaufania takiej dobrej firmy potrzymać w kieszeni te kilka groszy choć dwa dni dłużej. Takiego klienta, to tylko psami szczuć. Powiesić, zastrzelić, przebić osikowym kołkiem i zalać zbrojonym betonem, żeby nie wylazł i więcej nie naciągał.

Rachunki płacę jak popadnie - prawda. Za taki prąd na przykład, to zdarzyło mi się i dwa miesiące spóźnić. Bo skoro idioci przysyłają przelew z datą za 6 miesięcy, to niech się nie dziwią, że go zakopię w stercie innych papierów i znajdę kolejne pół roku później. Tepsiane faktury też nie zawsze zdążę otworzyć, bo przysyłają je na kilka dni przed terminem płatności. Jak jestem poza domem, to zdarza się, że mi termin mija, nim kopertę rozedrę...

To wszystko prawda. I łóżko, czy dowolny inny czworonożny przyjaciel człowieka, chędożyło im te 92 grosze - niech mają i się nimi udławią. Co innego mnie dziwi. Choć może akurat w przypadku tej firmy nie powinno. Dlaczego odsetki za zwłokę, skoro od dwóch miesięcy mam tam w końcu polecenie zapłaty!? Bank im przecież zapłacił w takim terminie, w jakim sobie zażyczyli, matołkom jednym. Sam nie wiem, czy powinno mnie to irytować, czy bawić...

Tak sobie myślę, że chyba nieprzypadkowo zauważam u siebie objawy alergii na wszelkie firmy używające zbyt wiele koloru niebieskiego...

3 komentarze | Warstwa ..., warstwa piasku |

Eksmisja z getta?

Wpis na 1. poziomie, wysłany 16 maja 2006 o 20:50:45

Długo się nosiłem z tym zamiarem, a widzę, że GG zamierza samo mi pomóc. Poczekamy, zobaczymy. Ja, w każdym razie, po tym numerze za bardzo płakał nie będę. Na ponad setkę kontaktów raptem kilka gadugadowych. Jednego, może dwóch byłoby naprawdę żal... Z ICQ znajomych mam dwóch, a obu dostępnych również przez Jabbera. Może by i tego chwasta wyrwać? Sam spim stamtąd tylko lezie...

W końcu nie musiałbym się bawić w ręczne włączanie lub blokowanie transportów na kontach, żeby się zalogować na więcej, niż jedno. Zobaczymy.

I takie pytanie mi się po głowie kołacze... GG strzela sobie w plecy, czy nie? Zrywanie kompatybilności w pierwszej fazie zawsze skutkuje (zwłaszcza, że mają dość silną pozycję), ale potem kopie silnie... Poczekajmy ze dwa lata. Myślę, że strzela. Samo. Z łuku. Godne podziwu. Zdaje się, że czas promować Hapi i GoogleTalka, bardziej oświeconym pokazując Psi...

Jeżeli wszedłeś tu z linka w moim statusie na GG, to zainteresuje Cię może, czym jest Jabber i jakiego klienta sobie wybrać? Jeżeli nie, to... nie przejmuj się, na pewno komuś będzie się chciało ogłupiać kolejne zabezpieczenia, jakie GG będzie próbowało wprowadzać, aby uniemożliwić pracę transportu GG. Kilku płatnych wyrobników nic nie zdziała przeciwko setkom zapaleńców - nierzadko znacznie lepszych.

3 komentarze | Nie lubię komputerów Warstwa ..., warstwa piasku |

Hej, cepie...

Wpis na 1. poziomie, wysłany 05 maja 2006 o 23:03:48

I pomyśleć, że 4 lata temu ten kawałek bawił swoją absurdalnością...

Co dziwne, jakoś jestem tym szczerze ubawiony. Pewnie niedługo zacznę się czesać widelcem. Tak, znam tę dziewczynkę. Ona nadal lata w kasku i się tak dziwnie uśmiecha...

Jadłem zupę i był film. Na tefauenie. To ten program, gdzie stuminutowy film trwa 3 godziny. Einstein byłby dumny. Wass recenzuje, to i ja trochę poopowiadam. Była impreza, wszyscy padli, wpadł Szybki Lopez Z Kosmosu i wszystkie laski wyryćkał (Supermena akurat nie było w domu). W sześć godzin ze sto i wszystkie zaszły. Z mojej strony szacun wielki. Dalej nie oglądałem, bo zupa mi się skończyła.

Bo ja to wszystko mam w du... żym poważaniu. Jednak jadę na żagle! Sto ch*w w d*pę i kotwica w plecy, byle tylko dobra pogoda była!

2 komentarze | Warstwa ..., warstwa piasku Wiatr we włosach |

Privacy lists...

Wpis na 1. poziomie, wysłany 15 marca 2006 o 23:44:37

Polazłem od komputera na godzinę, wracam, a tu kilkadziesiąt requestów o subskrypcję i kilka otwartych rozmów. Wszystkie z transportu ICQ. Jakiś Rusek zaczął spimować. Numerki rosły, więc pewnie w miarę, jak go wypierniczano z kont, zakładał kolejne i jechał dalej po wszystkich. Niby nic, ale jak się pracuje na programie uruchomionym 400 kilometrów dalej, to tempo wyskakiwania okienek odrobinę irytuje... No, trudno, mordy Ci nie obiję, to chociaż knebel założę...

<iq id='113'
        type='set'
        xml:lang='pl-PL'>
  <query xmlns='jabber:iq:privacy'>
    <list name='icq spim'>
      <item action='allow'
        order='0'
        type='subscription'
        value='both'/>
      <item action='allow'
        order='1'
        type='subscription'
        value='from'/>
      <item action='deny'
        order='2'
        type='jid'
        value='icq.jabber.wp.pl'/>
    </list>
  </query>
</iq>

Hasta la vista, baby! Eat shit and die...

Ech, czasem mam ochotę utworzyć sieć zombie, żeby robić naloty na takich...

2 komentarze | Nie lubię komputerów Warstwa ..., warstwa piasku |

Ja jestem pasażerem...

Wpis na 1. poziomie, wysłany 24 lutego 2006 o 19:10:56

Mam miejsce przy oknie. Przy drzwiach siedzi jakiś marketoid ze swoją znajomą i gada, gada, GADA!! Nap*la paszczą, że sekundy ciszy nie ma. Idę do Warsu na piwo, nim go uduszę.

Ciekawe, ile jeszcze wytrzyma ten gość naprzeciw mnie...

9 komentarzy | Warstwa ..., warstwa piasku |

Patentowe idiotyzmy

Wpis na 1. poziomie, wysłany 24 lutego 2006 o 09:40:20

Jogger ruszył, to można to popchnąć jeszcze raz..

W pięknym kraju głupich ludzi ktoś opatentował Ajaksa i inne podobne mechanizmy. Wszystkie hurtem, a co się będzie ograniczał! Matołki w urzędzie patentowym przyklepały numerek i wszystko już będzie przepięknie. Myślałem, że od czasu, jak komuś się kilka lat temu udało w Kanadzie opatentować koło, to już nic mnie nie zdziwi w tej dziedzinie, ale łatwość, z jaką tam się wciska urzędasom, że coś jest unikalne i nie jest oczywiste dla każdego, kto potrafi sobie sam buty zawiązać, mnie przeraża... Toć w czym takie zdalne uruchamianie środowiska budującego aplikację różni się od lokalnego jego uruchomienia? Dla windziarza, który wszystko musi zrobić myszką, to może i to nowość jest, ale co za różnica, czy make odpalisz z terminala, czy też uruchomi go jakiś skrypt inicjowany przez demona jakiejś usługi? Przypomina mi się, jak gdzieś w okolicach 97 sprzedaliśmy usługę pewnej firmie. Przechodzili z jednego systemu na inny i trzeba było wykonać konwersję danych. Dane były w tekstowym dumpie i trzeba było go przerobić tak, żeby nowa baza umiała sobie wciągnąć. Perlowy skrypt na półtora ekranu wystarczył. Konwersja miała odbyć się w sobotę rano. Umówiliśmy sie z ich adminem na wysyłkę mailem o specjalnym tytule, z załącznikiem...

Nikt nie chciał przyleźć w sobotę rano do pracy, więc całą robotę zrobił skrypt odpalany z procmaila. Wyciągał załącznik, rozpakowywał, odpalał na plikach, jakie dostał, skrypcika konwertującego, wyniki pakował i wysyłał z powrotem. Najważniejszym elementem tego skryptu było sleep 300, żeby za szybko się nie odesłało z powrotem. Dodawało się do tego opóźnienie wynikające z tego, że firma ta miała wyjście na świat poprzez VPN do macierzystej firmy i w efekcie mail szedł przez Stany. Goście byli zachwyceni, że w 10 minut mają z powrotem przekonwertowane dane. Czy jak te dane też były różnorodne, operacja była odpalana zdalnie i wywołujący dostawał je spakowane i gotowe do uruchomienia, to kwalifikuje się to jako prior art? W końcu co za różnica, czy plik zawiera program, który wykonuje procesor, czy tekst, który steruje zachowaniem importera danych? Bo końcu taki P-code, to dane, czy program? Wiem, jestem złośliwy, ale jakoś nie widzę nic szczególnie odkrywczego w takiej usłudze.

Ale ja nie o tym chciałem... Skoro tam jest tak łatwo byle głupotę opatentować, to może by opatentować coś, za co wszyscy musieliby płacić? Co? No, oczywiste – uprawianie seksu. Każdy będzie od razu podejrzany. Będą się wywijać jak piskorze, ale co się złapie, to się złapie. Nie ma sensu próbować zaglądać ludziom pod kołdry. Lepiej się zająć przypadkami oczywistymi. Masz dziecko? Płacisz! Nie twoje? Aaaa, to zrobimy profil DNA i porównamy. Za badanie i tak zapłacisz...

Działać trzeba szybko i na jak największą skalę, bo pewnie szybko ten patent obalą. Trzeba by go tylko zredagować tak, żeby brzmiał jak coś zupełnie innego. Musi to być coś w stylu mechanizm automatycznej reprodukcji sterowany kombinatorycznie sumą pozbiorów kodów osobników inicjalnych. Trzeba jakiegoś biologa zapytać, żeby to mądrze ujął. Przetłumaczy się babelfishem z angielskiego na niemiecki, potem na francuski i z powrotem na angielski i będzie brzmiało doskonale. Żeby gamonie w amerykańskim urzędzie i nie zajarzyły, co to...

3 komentarze | Nie lubię komputerów Warstwa ..., warstwa piasku |

D'Artagnana, jednego z Trzech Muszkieterów...

Wpis na 1. poziomie, wysłany 16 lutego 2006 o 23:08:49

... usłyszałem kątem ucha, gdy nieopatrznie, jedząc kolację, usiadłem zbyt blisko indoktrynatyzatora. Jednego z trzech spośród czterech, czy jak? Logika Panów Komentatorów zawsze była dla mnie niepojęta. Nigdy też nie odgadłem, czy zdolni są do wypowiadania czegokolwiek poza wyświechtanymi sloganami i czy je choć trochę rozumieją...

Jak dla mnie wystarczy igrzysk, boję się o przeponę...

Dodaj komentarz | Warstwa ..., warstwa piasku |

Niepełnosprytni są wśród nas

Wpis na 0. poziomie, wysłany 25 stycznia 2006 o 16:33:42

Ola jakiś czas temu nalała wody do klawiatury służbowego notebooka taty. Cóż, każdemu, kto z komputera korzysta, zdarza się raz na jakiś czas zasiać w nim okruchy chleba, kawałki pizzy i potem podlać je kawą (na sucho nie wschodzą). W moim compaqu młody kiedyś fusami z kawy wyszpachlował klawiaturę na gładko. 3 godziny czyściłem...

Optimusowa klawiatura jest, niestety, bardziej wrażliwa. Kilka klawiszy ucichło. Najprawdopodobniej jedna linia adresowa padła. Liczyliśmy, że jak podeschnie, to może się obudzą, ale nadzieja czyjąś tam matką podobno... Mineralka jak wyschła, to zwarła ścieżki na stałe i koniec. Czyścić tego nie chciałem, bo kto zdejmował kiedyś klawisze z takich klawiatur, ten wie, ile jest zabawy, żeby je z powrotem założyć. Połowę bym połamał pewnie... Bałem się tylko trochę, czy aby nie spaliło się wyjście kontrolera matrycy, ale to dość trudno zrobić, więc prawdopodobieństwo było niewielkie.

Żeby tata się nie dowiedział, postanowiliśmy pójść do serwisu i wymienić. Trochę czasu minęło...

W ubiegłym tygodniu nagle okazało się, że lapek musi wrócić, bo admin ma coś tam zaktualizować. Pech chciał, że byłem akurat na zesłaniu. Umówiliśmy się, że w piątek po moim powrocie wyskoczymy do serwisu. Serwis okazał się być pod samym nosem. Pojechaliśmy. Oli poleciłem kleić głupa, że nie wie, co się stało, ale żeby się nie łudziła, że serwisant się nie zorientuje.

Niezły był. Zajęło mu to z 15 sekund. Z czego 10 szukał latarki.
—Widzi pan? Tutaj widać ślady, że coś się wylało...
—Ok, nieważne. I tak chcemy to ,,pozagwarancyjnie'' zrobić...
Niestety, nie miał klawiatury do tego modelu na wymianę, będzie w poniedziałek. Szkoda, trzeba będzie jednak tacie powiedzieć, głupio wyszło. Trudno. Ważne, że niedrogo i że z głowy...

W poniedziałek zawitaliśmy do serwisu. Facet pierwszy raz rozbierał ten model i jak zobaczyłem, że chce odkręcać od spodu obudowę, to stwierdziłem, że mu pomogę. Ja już spędziłem 20 minut na rozbieraniu tego pudła, żeby po wykręceniu ze 40 śrubek zorientować się, że klawiatura jest przymocowana na 4 plastikowe zatrzaski, które wystarczy lekko docisnąć. Gość się uśmiechnął, klawiaturę wymienił. Sprawdziliśmy: znowu można było pisać szóstki i ósemki. Ola przeszczęśliwa.

Dziś dzwoni Ola:
—Areeeek! Tata mówi, że administrator nie zrobił tej aktualizacji, bo klawiatura nie działa!
—Jak to nie działa? Przecież gość na moich oczach wciskał klawisze! Działało.
Zadzwoniłem, tata obiecał przywieźć lapka do domu. Ja miałem wieczorem wpaść, żeby zobaczyć. To mogła być po prostu niedokładnie wciśnięta taśma od klawiatury. To cholerstwo bardzo lubi krzywo wleźć w gniazdo i źle kontaktować. Głupio, że admin się dowiedział, że w ogóle coś tam było gmerane. Zły byłem na siebie, że nie sprawdziłem sam wszystkich klawiszy...

Tata przyjechał. Powiedział, że admin już zdążył powiadomić serwis, że prawa strona klawiatury nie działa. I że gwarancja na pewno przepadła. Zrobiła się wielka chryja. Ola skruszona siadła do sprawdzania klawiatury. Dzwoni do mnie:
—Arek! No co za idiota! Numlock był włączony!
Tiaaa... Jak w niedzielę przywracałem mu ustawienia sieci, to wpisywałem IP. Ponieważ cyfry z górnego rzędu nie działały, to musiałem włączyć numlocka, żeby móc je wpisać. A XP zapisuje stan locków i odtwarza je po starcie...

Chłopak z serwisu pewnie obsmarkałby się ze śmiechu, gdyby zobaczył tego samego lapka, którego rozbierał dwa dni wcześniej. O ile sprzedawca nie sprawdziłby tego sam wcześniej... W każdym razie admin się popisał, że aż miło. Tata, gdy zobaczył, na czym polegało ,,uszkodzenie'', obśmiał się. Zdaje się, że będzie miał niezłego haka na uczelnianego drutociąga. Postanowiliśmy, że lapek wróci z zapisanym włączeniem numlocka, żeby gość mógł się wykazać znajomością instrukcji obsługi klawiatury, jaką mu sprezentujemy. Trzeba ją jedynie napisać tak, żeby złośliwość tylko przezierała spomiędzy wierszy. Tak bardziej boli...

Jakieś propozycje?

16 komentarzy | Warstwa ..., warstwa piasku |

Głupie dowcipy się niektórych trzymają...

Wpis na 1. poziomie, wysłany 11 grudnia 2005 o 23:19:23

Mojej kuzynce ktoś złośliwie założył stronę na ilove.pl. Nawpisywał głupot i pewnie teraz się cieszy. Zna ktoś może namiary na admina tego bałaganu albo przećwiczył awanturowanie się o takie sprawy? Host stoi gdzieś w Niemczech, firma też jest niemiecka...

4 komentarze | Warstwa ..., warstwa piasku |

Wielki Brat patrzy...

Wpis na 1. poziomie, wysłany 19 października 2005 o 23:49:48

... kiedy co wydrukowałeś...

To ja idę na strych po starego zgrzytaka. Ten ani pół tajnej kropki nie zostawi po sobie.

15 komentarzy | Nie lubię komputerów Warstwa ..., warstwa piasku |

Tlenowy spam

Wpis na 1. poziomie, wysłany 16 września 2005 o 12:52:01

Zaczyna mnie irytować... Założyłem tam konto tylko po to, żeby sprawdzić działanie transportu o2. Nikomu nie powiedziałem o tym koncie. Raptem ze trzy osoby (wszystkie mi znane i zaufane) wiedzą, że to zrobiłem. Aż tu nagle, od kilku dni, dostaję tam maile. I transport mi wrzeszczy okienkami, że coś przylazło... Gnoje ewidentnie sprzedają konta spamerom. Zaraz sprawdzę, czy można sobie tam zrobić przekierowanie na mailinator.com...

7 komentarzy | Nie lubię komputerów Warstwa ..., warstwa piasku |

Krew się gotuje...

Wpis na 1. poziomie, wysłany 09 września 2005 o 23:28:07

Jak to sobie niedawno dopisałem do bazy głupich tekstów, z których losują mi się opisy statusu: Jestem zwolennikiem większego humanitaryzmu w systemie penitencjarnym. Przestępców należy głaskać po główkach. Uprzednio ściętych... Właśnie się dowiedziałem, że niedaleko znaleziono martwą dziewczynę. Zgwałconą. Zabiło ją bydlę rok od niej starsze. Wieszać, wieszać, wieszać. Ćwiartować i wieszać. I na rynku, a nie we wstydliwym kącie więzienia...

2 komentarze | Warstwa ..., warstwa piasku |

Ето был оченъ плохый денъ...

Wpis na 1. poziomie, wysłany 02 września 2005 o 20:11:50

Wczoraj.

Najpierw przez Kwacha i innych hitlerowców, którym 66 lat temu zachciało się wojny, nie dało się przez miasto przejechać, bo rocznica. Szlag by ich... I tak było lepiej, niż tydzień temu, za bytności Żara, albo wczoraj, za Solidarności, bo przynajmniej tłumów nie było. Ale by ich pokręciło - nigdzie nie dało się zostawić samochodu, bo wszystkie boczne uliczki zastawione znudzonymi na maksa gliniarzami. Zresztą pewnie równie szczęśliwymi z powodu przyjazdu betonu, jak i reszta tubylców.

Zanim znalazłem sobie miejsce, to zmarnowałem ze 40 minut, a paliwa pewnie poszło za co najmniej tyle, ile złupiłby parkomat w centrum. Ale twardym trzeba być, nie mnientkim, więc niehonorowo byłoby odpuścić.

Walki z Javą. Nielubięnielubięnielubięnielubię. No, nie lubię i już. Okno z milionem kontrolek na jednym komputerze się odpala, na innym nie. Na moim z poziomu JBuildera się nie odpala, spoza IDE startuje. JBuilder 2005 nie pomógł. Trzeba będzie pałką...

Czas wracać do domu. Wsiadam, rzut oka w prawe lusterko, czy mogę ruszać (zaparkowałem po przeciwnej stronie)... Nie ma szkła. Noż, k*wa, p*lone dresy do szkoły poszły i któremuś brakowało. Niech ci (celowo małą literą) śmieciu jakiś TIR w moje lusterko przyświeci tak, żebyś oślepiony z mostu zleciał. Najlepiej z całą rodziną, która tak cię wychowała. Umieraj długo i w cierpieniach. Daj znać, gdzie leżysz, przyjdę łeb rozwalić. Z katowskim pozdrowieniem...

W domu. Kompiluję OPIE z zabytkowymi QT, żeby Hancomowe cudaki ruszyły. Orka na ugorze...

Wszystko fajnie, tylko czemu od tygodnia spać mi się chce... ;/

3 komentarze | Warstwa ..., warstwa piasku |

Człowiek na miarę stadionu

Wpis na 1. poziomie, wysłany 12 lipca 2005 o 00:26:16

Niektórzy chyba nie rozumieją, że są po prostu żałośni. Zauważyłem ten pomnik głupoty miesiąc temu, ale wtedy nie miałem czasu robić zdjęcia. Dziś się zatrzymałem. Brak mi słów.

7 komentarzy | Warstwa ..., warstwa piasku |

FAVORIT Reisen

Wpis na 1. poziomie, wysłany 08 lipca 2005 o 09:52:42

Kierowcy autokaru na niemieckich blachach RE [reszta do wiadomości redakcji] życzymy długiej, powolnej i bolesnej śmierci. Niestety, z jakichś, niepojętych dla mnie powodów, nielegalne jest samodzielne uśmiercenie kogoś, kto próbował kogoś innego zabić...

3 komentarze | Warstwa ..., warstwa piasku |

A kto leczyć Cię chciał będzie, tego ogniem i żelazem...

Wpis na 1. poziomie, wysłany 15 czerwca 2005 o 17:39:19

Młody miał w piątek katar. W sobotę duszności. Justyna była z nim u teściów, wezwała lekarza - rozpoznał astmę. Przepisał leków, że armię można nimi wybić. Astma była widać bardzo silna, bo aż przeszła na mnie - w niedzielę ja miałem duszności po uporczywym kaszlu. Jeżeli dzieciak miał takie same objawy, jak ja, to musiał się nieźle przydusić i wystraszyć... Jak zwykle, mnie, za niewiarę w mądrość Pana Dochtora Świetnie Wyposażonego We Wszelaki Sprzęt Medyczny, dostało się po uszach, że niby nie martwię się o dziecko. Cóż, nie pierwszy to już raz i nie ostatni - z pewnością. Bo po co uwzględniać to, że naokoło masa dzieci choruje z dokładnie takimi samymi objawami, skoro można spijać mądrość z ust Jaśnie Oświeconego? Na pohybel konowałom...

2 komentarze | Warstwa ..., warstwa piasku |