wodzu@wodzu.net


Tuning biedronki

Wpis na 1. poziomie, wysłany 14 lutego 2007 o 12:41:00

Młody poszedł jakiś czas temu z ciocią do sklepu i naciągnął ją na grę. Pokarało mnie. Grumpa. Takie Diablo dla dzieci. Wspaniale rozwijające, w sam raz dla dzieci: zaczyna się od tego, że zabijają ci ojca, potem ty masz wymordować całą okolicę. Dla mnie bomba. Młodemu też się podobał. Na początku musiałem ja w to grać, bo on sobie nie radził. Siedział obok i patrzył.

Grafika całkiem ładna. Ale moją ulubioną grą jest Nethack (w trybie znakowym, oczywiście) i Civilization II, więc mogę nie być właściwą osobą do wygłaszania takiej oceny... Sterowanie grą proste. I wcale nie trzeba klikać na wyścigi, jak to w którejś recenzji w Internecie wyczytałem. Po prostu, gdy postać walczy, to nie machnie drugi raz, nim nie skończy poprzedniego machnięcia. Klikanie w trakcie uderzenia nie daje nic. Trzeba wskazać, kliknąć, odczekać i dopiero kolejny raz...

Jesteś biedronką. Na wioskę najechali piraci. Po ojcu został ci złamany miecz i drewniana tarcza. Ale nie jest tak źle! Twój dziadek był superwojownikiem i miał cztery świetne gadżety. Tarczę Obrony, Pas Siły, Rękawice Mocy i Miecz Potęgi. Albo może trochę inaczej, ale jakoś tak - z pamięci piszę. Trzeba tylko zabawki znaleźć i będzie łatwiej.

Co robi gracz, który zaczyna taką grę? No, walczy i próbuje wykonywać kolejne questy. Ponieważ rodzicowi z reguły zależy, żeby to młody grał, to postać trzeba szybko doprowadzić do stanu, w którym ten sobie już sam poradzi. Teraz mogę już w tej grze robić za eksperta, więc dam kilka spoilerów, jak szybko uwolnić się od tego przekleństwa. Zatem:

Grumpa: pacifist conduct

No, pacyfizm, to w najwyższej postaci, do której ja jestem zdolny. Znaczy: nie dostaniesz wpie*ol, o ile nie podskoczysz. Nie da się tam nie zabijać, bo niektóre mendy stoją na drodze i nie chcą sobie pójść, albo trzeba im z flaków wypruć jakąś zabawkę.

Zasada pierwsza: shift blokujemy zapałką. Znaczy: stale biegamy. Krócej trwa i piraci za nami nie będą nadążać. Zasada druga: nie walczymy. Na początku Grumpa jest słaby i obrywa, więc trzeba sobie z dystrybutora kupować witaminy zdrowia, żeby się podleczyć. A kupuje się je za moniaki zbierane z zabitych piratów. Błędne koło się zamyka.

Świat, to trzy wyspy. Nie będę szczegółowo opisywał mapy, bo wcale nie jest taka skomplikowana. Tylko pod wodą jest jakoś odwrotnie, ale to się da przeżyć. Na lądzie są drogowskazy z bohomazami - da się je zinterpretować. Zaczynamy we wiosce. Zabieramy z chaty miecz i tarczę ojca oraz proszek latania. Użyjemy go potem na ważce, żeby sobie na niej pofruwać - w ten sposób wygodnie przelatuje się nad wodą, w której grozi nam utonięcie. A! Jedna uwaga. Towarzystwem się nie przejmujemy. Są niewiele warci. Przy studni zabieramy butelkę - będzie potrzebna (ona, albo słoik lub garnek, które też się po świecie walają), żeby potem napoić kulawą papugę. We wiosce jest pirat. Kradniemy mu klucz i biegniemy w prawo do bramy, żeby ją otworzyć i wyjść z wioski. Nie wychodzimy po drabince przy użyciu proszku latania! Jest tylko jeden - do ważki się lepiej przydaje.

Zbiegamy na dół. Tam jest trzech piratów - trzeba uważać. Przelatuje meteor i robi drzazgę. Zabieramy ją - zrobimy z niej potem pochodnię. Lecimy w lewo, aż dotrzemy do wodospadu. A! Wcześniej skręcamy w kierunku niedźwiedzia - spadną tam kamienie i odłupie się kawałek w kształcie dziurki od klucza. Będzie potrzebny. Pod wodospadem skaczemy po kamieniach - na końcu, w jaskini są rękawice. Wracamy w prawo, skręcamy do króla małp, żeby podpalić drzazgę. Wracamy, idziemy dalej w prawo, aż dojdziemy do świątyni. Planszę wcześniej przypalamy krzaczory na drodze w górę i otwieramy drzwi na parterze świątyni - dziabnie nas wąż, ale tylko raz. Jak tego nie zrobimy, to potem dziabnie więcej razy. Zatem: lecimy do piramidy, wbiegamy na piętro, przeskakujemy na słup z mieczem, miecz wyciągamy. Leży tam kamur, którym można ubić węża, ale trudno trafić, więc szkoda zachodu. Bez rękawic mocy nie wyciągniemy miecza!

Mając miecz możemy wybrać się na drugą wyspę. Od piramidy na południe, przebiegamy pod wodą (jak mamy butelkę, to słoika śpiącemu piratowi możemy nie zabierać) - to najprostsze przejście pod wodą, bo tylko jedna plansza. Wszystkie inne miejsca są bardziej skomplikowane.

Na wyspie bagiennej biegniemy w lewo, potem w dół i skręcamy w prawo. Koło drzew skręcamy w górę. Jest tam w jaskini pająk na pajęczynie. Włazimy na pajęczynę, jak do nas podejdzie, to uciekamy, obiegamy naokoło i kradniemy ze środka pajęczyny Tarczę Obrony. Uciekamy na zewnątrz. Z tym zestawem zabawek w zasadzie już można młodego zostawić. Tarcza powoduje, że zwykli piraci krzywdy mu już nie zrobią.

Wracamy do góry, lecimy dalej w lewo i w górę. Przy krokodylach skręcamy w lewo - na wyspę pustynną. Skakanie po kamurach z krokodylami odradzam. Łatwo wpaść do wody, a ciężko z niej znaleźć wyjście. Jakoś nie skumałem do końca topologii podwodnego świata. Można tam niby nałapać powietrza w miejscach, gdzie lecą bąbelki, ale i tak trzeba biegać...

Na wyspie pustynnej załatwiamy pyskatego (jest takich trzech, po jednym na każdej z wysp). Z pozostałymi trzeba walczyć, tego można przydusić kamieniem. Podchodzimy, jak się zacznie wymądrzać, to obiegamy kolumny. Gdy podejdzie, potrząsamy kolumną. Zabieramy ze skrzyni nasiono.

Lecimy dalej w lewo. Zamknięty w szkielecie jakiegoś mamuta siedzi ptak. Otwieramy kłódkę kamieniem w kształcie dziurki, ptakowi dajemy wody. Słonia olać. Chyba, że przytaszczyliśmy również słoik z wodą. Za słonia dostaniemy od krabów zwój przywołania, którym możemy sobie przywołać średnio przydatnego golema. Idziemy z ptakiem w górę, do piramidy. Ptak powie sezamie, otwórz się. W środku jest skorpion. Albo biegamy, albo pocieramy kamykiem o ścianę. Nie pamiętam, czy ten kamyk tu też działa - jest jeszcze jeden taki kamień, czerwony, na wysepce na morzu, ale chyba da się bez niego obejść. Wtedy pokopie go prąd i mamy skorupiaka z głowy. Na ołtarzu leży Pas Mocy, za ołtarzem jest skarbiec, skąd można wziąć diament.

Teraz można wrócić na poprzednie wyspy - od piramidy w prawo (przez wodę proponuję na ważce), sprać pozostałych dwóch pyskatych i wziąć z ich kufrów nasiona. Uwaga na dół przy piracie na pierwszej wyspie! Nasiona sadzi się w drzewach (tych koło pająka od tarczy). Owoce zanosimy do czarownicy, która uwarzy nam z nich eliksir reinkarnacji. Idziemy w dół, w prawo do grobowca dziadka, nalewamy, pociągamy za wajchę i dziadek w nas wstępuje. Od tej pory można przestać się przejmować jakimikolwiek przeciwnikami. Umrzeć można jedynie od mrówek, gryzących ryb przy wodospadzie lub od utonięcia.

Grę kończy się na statku piratów. Trzeba zejść na dół (uwaga na zapadające się gretingi), ubijając dwóch oficerów trzymających klucze, wyciągnąć korek (cudny pomysł) i wrócić na górę, żeby załatwić kapitana. Po drodze jest ptaszysko, ale niewarte uwagi.

Od momentu, gdy w Grumpę wstąpi dziadek, można spokojnie młodego zostawić. Nikt mu krzywdy nie zrobi. God Mode Active. O ile się nie utopi, to mamy to z głowy. Niech sobie łazi i wykonuje questy. Trzeba tylko uważać - ekrany ładowania gry i zapisywania są identyczne i ja któregoś dnia zastałem wszystkie sloty zapisane świeżo rozpoczętą grą...

Pozdrawiam wszystkich, których również pokarało tą grą...

Dodaj komentarz | Nie lubię komputerów Uroki ojcostwa |

Zaczęło się. Gramy...

Wpis na 1. poziomie, wysłany 03 listopada 2006 o 08:59:34

Nadszedł czas. Młody zaczął grać na komputerze. Zaczęło się od demówki z Piotrusiem Panem i Toy Story 2. Tłukł w to namiętnie, nie radząc sobie absolutnie. Ale to go wcale nie zniechęcało. Tyle, że był strasznie upierdliwy, bo żądał, żeby mu w Piotrusiu wybierać konkretne poziomy. A w tym demie one się losowały. I na dodatek, po 20 sekundach nieaktywności, włączał się tryb demonstracyjny. I znowu losowanie...

Drugiego dnia zajeżdżania PP już umiał latać, machać sztylecikiem i nim rzucać. Więc kupiliśmy mu pełną wersję. I tragedia! Nie da się rzucać! Żeby to robić, trzeba wpierw przejść kilka etapów...

Piotruś już od trzech tygodni umie rzucać. Jest ok. Młody tępi piratów, ginie regularnie, bo absolutnie nie stresuje się, gdy obrywa. Czasem tylko mendzi, żeby mu przejść któryś trudniejszy poziom. Zwłaszcza o ten z Turkiem - stoi tam na gałęzi pirat, którego nie można uderzyć, trzeba go załatwić wysadzając przelatującą beczkę. Tak, żeby wybuch go sięgnął. Młody nie radzi sobie za dobrze z trafianiem w ruchome cele (trudne to naprawdę), więc stosuje tam metodę na kamikaze: staje pod piratem i beczka wybucha na nim. Piotruś ma 8 HP, Turk tylko 3. Niestety, nie ucieka przed rzuconym nożem, więc mimo takiej strategii i tak obrywa...

Przyszła pora na inne gry. Łazi Moim bratem niedźwiedziem, Król Lew okazał się za trudny (myszka!), wczoraj przyszły Autka i Epoka lodowcowa 2. Były w 5+ - niczego ciekawego tam nie ma, to zamówiliśmy. I tragedia - zima idzie, śnieg spadł, sztormy po Bałtyku szaleją, od rana prądu nie było.

Za to, jak się steruje postacią w TS i EL2, to bym ukrzyżował. Co za idiota wymyślił, żeby klawisze zmieniały działanie w zależności od pozycji kamery względem postaci? Na dodatek kamery, która usiłuje stale ustawić się za plecami! Naciskasz klawisz, puszczasz, naciskasz i... on robi już co innego! I postać się kręci, jak g* w przeręblu... W EL2 jeszcze można kamerą pojeździć naokoło przy użyciu myszki. Doprawdy, wspaniały pomysł! Pochodnię w okrężnicę. I młotkiem pneumatycznym dopchać.

Teraz na tapecie są Autka. Wyścig. No, powiedzmy, że wyścig... Co jakiś czas pojawia się zielony napis bezpieczny kierowca. No, trudno uznać za niebezpiecznego kogoś, kto pędzi 8-10 Mph. W każdym razie dla siebie za bardzo niebezpieczny, to nie jest. A dla innych? No, trochę, ale biorąc pod uwagę to, że dużą część czasu spędza poza nawierzchnią, to chyba też nie za bardzo. A zderzenia mu wielkiej krzywdy nie robią, bo jeździ głównie bigfootem...

Tego country już chyba mam dość...

1 komentarz | Uroki ojcostwa |

Bajka

Wpis na 1. poziomie, wysłany 09 września 2006 o 18:09:55

Młody przyniósł swoje bohomazy i przeczytał z nich bajkę...

Dawno, dawno, dawno, dawno temu żył sobie król. Miał jedną córeczkę, nazywała się Atrella. Ale już wszystko przysypał piasek, a ona wpadła do morza i zjadł ją rekin.

Hm...

4 komentarze | Ogólne Uroki ojcostwa |

Z pedałami w lesie

Wpis na 1. poziomie, wysłany 27 maja 2006 o 23:02:42

Młody poszedł jakiś czas temu do przedszkola. No, tragedia okropna - zsyłka, wygnanie, nikt go nie kocha i koniec świata naraz. Ale to przejdzie, już zaczyna podobno rozrabiać. Szczerze im tam współczuję. Jaka cisza w domu! Do przedszkola kawał drogi, więc gdy ja zabieram samochód, musi bidulek sam dreptać. Justyna radziła sobie spacerówką, ale umyśliła, że kupimy fotelik rowerowy i będzie go wozić...

Fotelik kupiliśmy, od razu też kask. Młody zafascynowany taki, że w kasku poszedł spać. Tyle, że jak wyciągnąłem z garażu Justyny rower, to ta powiedziała, że na nim, to ja sobie mogę sam jeździć. No, trochę pordzewiał. Fakt.

No i musiałem do kompletu kupić rower. Że niby dla mnie - ten zaległy urodzinowy, co dwa, czy trzy lata temu miałem sobie kupić. Pół dnia wczoraj spędziliśmy na wędrówkach po sklepach. Żaden rasowy mnie nie interesował - za mało będę jeździł, żebym był skłonny wydać większe pieniądze, znowu ścigać się po szosach z samochodami już nie mam zamiaru - teraz jeżdżą odrobinę za szybko, więc padło, że jakiś taki trekingowy wynalazek jest najprzydatniejszy. Takie coś, co prawda, po chodniku, czy jezdni, niepotrzebnie zwija za sobą asfalt, ale przynajmniej nie grzęźnie w piasku. Na wycieczki, by trochę fotek postrzelać, jak znalazł. Samochodem mi głupio, poza tym ciężko się nim czasem wepchnąć (już tydzień temu jechałem na wstecznym półtora kilometra) i nie chce się wysiadać co 100 metrów. Kupiłem makrokesza w Geancie. Jak do śniegów nie dotrzyma, to przynajmniej zimą nie zardzewieje...

Jak na złość, Młody chory, więc z domu nie wychodzi. Musiałem go po domu wozić w tym foteliku...

Dziś do roboty zmusić się nie mogłem, to postanowiłem wybrać się na wycieczkę. Jutro jadę, to chociaż zainaugurować sezon muszę... Wziąłem psa, bo grubas okropny, trochę ruchu mu się przyda, aparat na plecy i pojechałem w górę, do lasu...

Pies po pierwszych dwustu metrach zaczął co kolejnych 15 stawać i patrzeć na mnie z miną po*ło Cię kompletnie, czy co?, więc po chwili zrobiłem krótki przystanek, żeby odpoczął i motywacji nabrał. Pomogło, odtąd tylko ciężko sapał.

Chciałem z góry zjechać nad jezioro przez las, ale chaszcze tam takie, że musiałem wracać pod górę do drogi. Pies, kompletnie zrezygnowany, cieszył się, że przynajmniej tempo mocno spadło. Tego, że nałoży drogi, nie brał pod uwagę.

Nad jeziorem psina, jak zobaczyła wodę, to zapomniała o zmęczeniu. Chciałem wcześniej objechać jezioro, ale pies po lesie wciry dostał niezłe, byłem dopiero w 1/3 drogi do końca jeziora, a czasu na pstrykaniu czego popadnie już trochę minęło, więc pora była wracać.

Rower działa. Nawet wszystkie biegi wchodzą, tarczy w hamulcu przednim nie udało mi się złamać, choć na sucho wyglądała, jakby miała przeżyć ćwierć pierwszego hamowania. Co prawda, muszę się oduczyć, że gdy rower staje w miękkim podłożu, to nie ratuje się sytuacji stawaniem na pedałach (zostało mi po szosówce), bo na dużym przełożeniu zdjęcie docisku na tylne koło skutkuje jedynie zaoraniem gleby i wysiadką, ale to nieistotny szczegół. Ale na co komu ten milion biegów, to dalej nie wiem. Na szosie zawsze używałem trzech: praktycznie stale najszybszego, średniego, gdy byłem zmęczony i najwolniejszego, gdy się już inaczej nie dało. Do jazdy po lesie trzeba jeszcze ze trzech (tych z dużymi przełożeniami, oczywiście) i starczy. Po co komu przełożenia różniące się kilkoma zębami? Teraz ludziom nogi kręcą się stale w tym samym tempie i tylko biegami da się prędkość regulować, czy jak?

Spróbowałem ponownie ściągnąć pliki przez gphoto. Poprzednio raz mi się udało, gdy karta była sformatowana na Nikonie. Po sformatowaniu na 30-tce gphoto uparcie twierdził, że plików żadnych nie ma i ściągał nie będzie. No, to upgrade libgphoto, gphoto i wszystkich okolic... Nie pomogło, musiałem na sąsiednim komputerze spod windowsów ściągać. Dopiero potem zauważyłem, że nie zrobiłem upgradu, tylko jakoś zainstalowałem obok nowe wersje bibliotek. I gphoto używał starej libgphoto2... Tia... Jakie to proste. Wystarczyło, (jakie to oczywiste, prawda?) dodać jeszcze wymuszenie innego typu aparatu i działa! Jakby ktoś potrzebował, to z EOS 30D ściąga się, na przykład, tak:

gphoto2 --camera="Canon EOS 300D (PTP mode)" -R -P -f /

Pies leży i tylko ciężko patrzy...

2 komentarze | Nie lubię komputerów Uroki ojcostwa Wiatr we włosach |

Jak będą wolne klatki

Wpis na 1. poziomie, wysłany 14 maja 2006 o 22:24:44

Poszliśmy wczoraj do ZOO. Rok temu Młody był za mały, żeby coś zapamiętać, a teraz nie sposób mu odpowiedzieć na wszystkie pytania, więc niech się nagapi, będzie łatwiej...

  • Zobacz, jakie kolorowe ptaszki!
  • To są papugi, tato!
  • Eps...

Największe atrakcje w ZOO: olbrzymi kamień, helikopter i konik na dwuzłotówki oraz sprawa niedźwiedziej wanny. Jazdy kolejką udało się, dzięki ciągłemu mataczeniu, na szczęście uniknąć...

A szympans nasikał sobie na rękę, wytarł ją w twarz i uwalił się spać...

5 komentarzy | Ogólne Uroki ojcostwa |

Wiosna przyszła

Wpis na 1. poziomie, wysłany 24 marca 2006 o 23:16:01

Nie, nie taka na dworze. Chyba, żeby za jej oznaki uważać to, że połowa śniegu (bo reszta leży nadal) spłynęła na podwórku w postaci lodu pod garaż i zamurowała kilka dolnych centymetrów drzwi. Albo to, że nocą temperatura wzrosła do minus czterech albo i nawet dwóch stopni. Nie, tu niewiele się zmieniło. Śnieg jest, przedwczoraj nawet padał świeży, po jeziorze nadal można samochodami jeździć. Co innego ją zwiastuje. Młody przestawił się na czas letni. Wstaje o szóstej i przyłazi gadać. No, wiem, że to lepsza pora, niż ubiegłoroczna czwarta trzynaście (zsynchronizowany był z zegarkiem, czy jak?), ale jak się położę koło drugiej, to i szósta jest o bandyckiej porze.

Jak to było? Człowiek jedną trzecią życia przesypia, a pozostałe dwie trzecie marzy o tym, żeby się wyspać... To dlaczego mi przysługuje tylko ćwierć doby na sen? Ja tak lubię spać...

2 komentarze | Uroki ojcostwa |

Ośmiornica w reklamówce

Wpis na 1. poziomie, wysłany 05 marca 2006 o 10:03:33

Niedawno czytałem na newscientists.com artykuł o robocie umożliwiającym operację na bijącym sercu. Dwie kamery, przez które patrzy chirurg, pozwalają mu widzieć trójwymiarowo, a na dodatek zarówno obraz, jaki ruchy ostrza są automatycznie korygowane, by kompensować pracę serca, dzięki czemu dla operującego lekarza wszystko jest nieruchome. To ja poproszę, żeby ktoś to przerobił tak, żeby nadawało się do ubierania małych dzieci...

Dodaj komentarz | Uroki ojcostwa |

Radość, wielka radość...

Wpis na 1. poziomie, wysłany 10 stycznia 2006 o 15:51:06

Wróciłem wieczorem z zesłania.
  • Tata, a co jesz? Dobre mięsko? A ja też mogę?
  • pies skacze, tupie i merda ogonem...
  • Kupiłam młodemu [...]
  • Tata, tata, odłóż jabłko, ja się muszę na ciebie wspinać!
  • A kto tu tyle igliwia nasypał? Pies skakał, co?
  • pies pcha mordę do głaskania, młody skacze mi po żebrach...
  • Tataaaaaa! A ja ci muszę pokazać, jak walę młotkiem!
  • A wiesz, że głupia sąsiadka...
  • ...
  • ...
Ot, utęsknione ciepło domowego ogniska. Nie szuka ktoś kompana na pieszą wycieczkę na biegun?

Dodaj komentarz | Mężczyźni są z mięsa, a kobiety z wełny Uroki ojcostwa |

Jak będę duży, to zostanę...

Wpis na 1. poziomie, wysłany 28 grudnia 2005 o 22:55:21

Smokiem...

Tak Młody oświadczył w poniedziałek, oglądając Ostatniego smoka. Nie ma sprawy, synku, ale będziesz musiał spać na dworze, bo w domu się nie zmieścisz...

Wszystko ok, tylko następnego dnia koniecznie chciał, żeby mu puścić bajkę o smoku i rycerzu. I weźże tu przyzwyczajonemu do powtarzania do obrzygania filmów dziecku wytłumacz, że to było w telewizji i że się nie da. Na szczęście oglądał to u babci, więc to ona musiała się wykręcać, że nie ma tej bajki...

Dodaj komentarz | Uroki ojcostwa |

Świąteczne szopki z Mikołajami

Wpis na 1. poziomie, wysłany 28 grudnia 2005 o 22:50:44

W zasadzie, to głupie to strasznie, ale dla takiej radości warto odstawiać szopę z Mikołajem. Wszyscy po kątach kładli się ze śmiechu na widok Mikołaja ubranego w oficerki i pas z marwoja, ale Młody był zachwycony...

I pomyśleć, że za kilka lat będzie miał pretensje, że sobie z niego jaja robiliśmy...

7 komentarzy | Uroki ojcostwa |

Telegrzanka

Wpis na 1. poziomie, wysłany 24 września 2005 o 23:38:14

Teściowa kupiła jakąś gazetę z Teletubisiami. Specjalnie po to wczoraj pojechałem, bo żona kazała. Łobogowie! Co ja sobie sam za krzywdę wyrządziłem! Młody od rana to oglądał... Pod kołdrę wdzierało mi się niekończące się:

  • telegrzanka!
  • telegrzanka!
  • telegrzanka!
  • ...
  • lala! uważaj, kałuża!
  • lala! uważaj, kałuża!
... i tak bez końca. No, co za koszmarna bajka! Echo się we łbie kołacze, jak to słychać. A młody zachwycony. Siedzi i gapi się na te cudaki. To ja już chyba wolałem, jak shreka albo inne bajki o pani kurze piłował do obrzygania...

7 komentarzy | Uroki ojcostwa |

Niewiele

Wpis na 1. poziomie, wysłany 14 września 2005 o 15:06:18

—Co zrobiłeś, tata?
—Kichnąłem.
—A dlaczego?
—Bo mnie w nosie zakręciło.
—W jakim nosie?
—A ile ich mam?
—No niewiele...
Umarłem ze śmiechu...

10 komentarzy | Uroki ojcostwa |

Taki biały był, z nieba...

Wpis na 1. poziomie, wysłany 02 września 2005 o 21:23:47

Piorun był, piorun był, piorun był. Uderzył wiewiórkę. Taki biały. Piorun to prąd. Piorun ma oczy?
— Nie.
Taki duży. Taki biały. Piorun był. Piorun ma oczy?
— Nie.
Ma oczy?
— Nie.
Ma trzy oczy? Taki biały. Z nieba.
— Tak...
Taki biały. Piorun był, piorun. Uderzył wiewiórkę. Taki biały. Wiewiórkę uderzył. Jaką?
— No, jaką?
Brązową. To bolało. Piorun ma oczy?

I tak cały dzień. Młody obejrzał Epokę lodowcową. Od wczoraj 5 razy... Auć.

7 komentarzy | Uroki ojcostwa |

Zaczyna się robić coraz ciekawiej...

Wpis na 1. poziomie, wysłany 04 kwietnia 2005 o 14:16:29

Młody właśnie zainteresował się malarstwem. Naściennym... Sam sobie ściągnął kredki z półki (jakiś metr powyżej zasięgu jego rąk) i narysował...

2 komentarze | Uroki ojcostwa |