Anioł zniszczenia
Dobry dzień dziś mam. Najpierw zachciało mi się podnieść rolety. Sam nie wiem, po co, bo za godzinę i tak słońce mi stamtąd wylezie i będzie próbowało wypalić monitor. Kwiatków udało mi się nie przystrzyc (liście wspaniale wkręcają się między bambusy przy zwijaniu), ale jeden zakołysał się, ruszył firanką, ta zgarnęła lampkę i... bęc. Klosz się nie potłukł, ale ułamało się lutowane mocowanie. Transformatorówką będę sobie pewnie mógł tylko to pomacać...
Runda druga. Otworzyłem sobie okno. No, bo świeże powietrze i takie tam pierdoły... Ktoś na dole otworzył drzwi. Przeciąg zgarnął oknem kwiatka, ten wpadł w drukarkę, zostawiając tam połowę ziemi i wylądował między płytami na podłodze. Szlag by go...
Boję się pójść do ubikacji...
EDIT:Zapomniałem! Zaczęło się od tego, że umyłem szklankę. Dokumentnie. Skręciłem ją w łapach i już więcej myta nie będzie...