wodzu@wodzu.net


Szlifowanie Sieci, cd.

Wpis na 1. poziomie, wysłany 29 grudnia 2006 o 16:08:39

Po ucywilizowaniu wyglądu jogga Koniczynka, postanowiłem w końcu przestać używać głównie Ctrl-+ w przeglądarce i wymusić takie rozmiary czcionek na wszelkiego rodzaju internetowych gazetach, z których korzystam, na niewymagające posiadania przy sobie lupy, gdy się siedzi przy ekranie pracującym z większą, niż 320x200 rozdzielczością. Niby klapnięcie dwa razy Ctrl-+, to żaden problem, ale wtedy zwiększa się wszystko i treść główna często robi się za wąska albo wręcz ucieka na dół i trzeba jej szukać. Wiem, maruda jestem, ale nie mogę zrozumieć, dlaczego normą (normą w sensie popularności w rozkładzie prawdopodobieństwa, nie w sensie oceny sensowności) jest stosowanie czcionki 10 lub 12px. Jak jeszcze do kompletu wrzucone jest to w box o rozmiarze kilkuset znaków, to przecież czytać się tego nie da! Szyja boli od kręcenia głową, a po każdej linijce trzeba szukać początku kolejnej... Czy szanowne portale i inne takie nie mogłyby zatrudnić sobie jednego typografa, żeby się wypowiedział i doradził? Toć reguły dotyczące składu tekstu zostały już dość sensownie wypracowane od czasu, gdy imć Gutenberg swego wynalazku pierwszy raz użył. Tu naprawdę niewiele się zmieniło, gdy pojawił się komputer...

Tak więc swoje ulubione poprawki pozapisywałem w stylu do Stylisha. Powoli dopisuję tam regułki od kolejnych sajtów, na które zdarza mi się zaglądać i czyta mi się je coraz przyjemniej.

Z innej beczki. Wcześniej robiłem to Gryźmańką, ale Stylish w większości przypadków bardziej do tego bardziej pasuje. Ukrywanie forum pod artykułami na onetach i innych takich wp. Nigdy nie ma tam niczego mądrego, można najwyżej kilka szarych komórek stracić od czytania tych głupot, a niepotrzebnie miejsce zajmują. "Display: none;" i po sprawie. Choć portale utrudniają, jak potrafią. Wszystko w tabelkach, brak klas i id... Ma ktoś pomysł, jaki selektor dobrze zadziała dla artykułów na trojmiasto.pl? Ten z wp jest okrutny, wiem. Tu wyjdzie jeszcze gorszy...

Jak się nie da, to trzeba będzie Gryźmańką prześledzić treść i na jej podstawie znaleźć obiekty. Ale to jakieś takie niesportowe by było...

EDIT: W ramach unikania pracy znalazłem rozwiązanie dla trojmiasta. Jak tylko userstyles.org ruszy, to zaktualizuję. Selektor jest stosunkowo prosty:

@-moz-document domain("trojmiasto.pl") {
   /* festiwal okrutnych selektorów trwa */
   table table[align=center][border="0"][width="98%"]{
       display: none;
   }
}

1 komentarz | Nie lubię komputerów |

Uginanie czasoprzestrzeni

Wpis na 1. poziomie, wysłany 28 grudnia 2006 o 11:34:49

Zamówiliśmy kalendarz. Ot, taki z własnymi zdjęciami - na prezent urodzinowy. W pewnej firmie na drugim końcu kraju. Zarzekali się, że 5 dni roboczych im wystarcza. Gdy minęło ich 7 i nadszedł czwartek, czyli ostatni dzień, kiedy wysyłka miałaby sens, a status zlecenia nadal nie uległ zmianie, zaczęliśmy nękanie telefonicznie. Automatyczne ponawianie połączenia, to bardzo wygodna funkcja telefonu, gdy dzwoni się na różnego rodzaju infolinie, czy do innych konsultantów. Tylko czemu ta cholera po każdym niepowodzeniu przełącza się z trybu głośno mówiącego na zwykły, to nie wiem. Musiałem półtorej godziny w słuchawkach siedzieć, żeby słyszeć, czy wybiera...

Miła pani, zmęczonym głosem (takim w stylu: od rana na mnie wszyscy krzyczą, a co ja tu mogę zrobić, że nas zawalili zleceniami i taki mamy zapieprz, że nie mamy czasu taczek załadować), poinformowała mnie, że wie niewiele więcej, niż ja, ale się tym zajmą i poinformują. Mailem. Podałem jej swój adres, ale nie wiem, czy udało jej się go zapisać. Powiedziałem, że jeżeli zlecenie zostało wykonane, to żeby zmienili transport na kuriera, bo poczta nie zdąży tego dostarczyć. I ponieważ zasadniczo poczułem się wysłany na drzewo, obiecałem, że po południu będę nękał dalej...

Po południu dodzwoniłem się (tylko 40 minut czekania) i znów nie dowiedziałem się niczego.

O 19 z minutami przyszedł mail, że kalendarz jest wydrukowany, ale wysyłka kurierem niczego już nie zmieni, bo i tak nie dotrze na czas. Przepraszają i w ogóle. Mała załamana, bo tak się starała. Ja nad tymi zdjęciami dwa dni przesiedziałem, żeby jakoś wyglądały. Wkurzyć się można...

No, to czas na plany awaryjne... InterCity jutro jak jeżdżą? Ok, o 10 wyjeżdża jeden... Rzut oka w roster... Hm... komu by tu głowę pozawracać? Koniczynka cuś nie ma... Chwilę poczekamy. Jak się do wieczora nie pojawi, to zajrzymy na Jobble i ponękamy jakieś przypadkowe ofiary, które mają pecha mieszkać w pobliżu...

Kiedyś robiliśmy imprezę. Za czasów szkoły średniej jeszcze. Trzeba było powiadomić o niej Gatsbiego, a wiedzieliśmy, że nie ma telefonu. No, to w życiu trzeba sobie radzić, jak powiedział baca wiążąc buta dżdżownicą. Wzięliśmy książkę telefoniczną Gdyni i zaczęliśmy czytać... Znaleźliśmy przypadkowego nieszczęśnika mieszkającego trzy bloki dalej. Dzwonimy... Odebrał. Nakręciliśmy go tak, że pognał i sprowadził Gatsbiego. Udało się. A Gatsbie jeszcze go tak obdziękował, że gość był z siebie taki dumny, jakby na spółkę z Brucem Willisem cały wieżowiec uratował.

Koniczynek się znalazł. Nawet się nie opierał. Dostał wszelkie namiary na zlecenie, żeby nie dali rady go zbyć, Ola wysłała mailem prośbę, żeby nie nadawali tej przesyłki, bo zostanie odebrana osobiście. Sytuacja pod kontrolą. Byle tylko rano zdążył, nim się za to zabiorą i jednak wyślą pocztą...

Udało się. Odebrane, nadane, przyjechało. Nie ma rzeczy niemożliwych, da się odległość skrócić, gdy to potrzebne... W Internecie status zlecenia "odbiór osobisty", wszystko w porządku. Do czasu. Wieczorem "odbiór osobisty" zmienił się na "wysłane" i pojawił się numer listu przewozowego. WTF? Koniczynek dostał co innego? Było zapakowane, więc nie bardzo miał jak sprawdzić, ale zarzekali się, że to właściwa paczka... Zajrzałem do środka. To to...

W pierwszy dzień świąt Ola wróciła do domu i w skrzynce zastała awizo. Nie spodziewała się żadnej przesyłki pocztowej, poza jedną... Tą, którą odwołaliśmy...

Wczoraj kurier przywiózł kalendarz. Nie żadał zapłaty. Taki sam kalendarz...

Ciekawe, co czeka na poczcie...

No cóż, nikt nigdy nie twierdził, że eksperymenty z czasoprzestrzenią są bezpieczne...

5 komentarzy | Ogólne |

Szlifowanie sieci

Wpis na 1. poziomie, wysłany 20 grudnia 2006 o 14:16:52

W ramach odprężenia po liczeniu podatków, postanowiłem w końcu spionizować układ joggera Koniczynka. Czytam Web spacją i ciężkiej cholery dostaję, jak coś mi wystaje za margines. Walnąłem dwa razy młotkiem i już daje się czytać. Poprawki zapisałem jako styl dla Stylisha. Wystarczy zainstalować go i kazać mu wyszukać arkusze dla tej domeny - umieściłem go w jego repozytorium.

Jakby ktoś mnie mógł oświecić, dlaczego niektóre poprawki działają opornie, to byłbym wdzięczny. Jakby były jakieś inne, które je przykrywają. Róźnicę widać, gdy po załadowaniu strony, wyłączy się Stylishowi tę poprawkę i włączy ponownie.

EDIT: Dobra, już wiem. DOM Inspector mi wyjaśnił. Style Stylisha są wpychane gdzieś ,,w środek'', a nie dodawane na końcu, więc czasem bywa, że są przykrywane innymi regułkami. Dopisałem w istotnych miejscach !important i już działa porządnie.

3 komentarze | Nie lubię komputerów |

Łowcy.B

Wpis na 1. poziomie, wysłany 06 grudnia 2006 o 10:22:13

Wybraliśmy się wczoraj wieczorem na Łowców. Nie, tego się nie da opowiedzieć. A nawet, jakby się dało, to nie warto - słowa tego dobrze nie oddadzą. Sześciu pensjonariuszy ochronki dla niedorozwiniętych ubranych w odrzuty z darów dla powodzian... No, to trzeba, po prostu, zobaczyć. Skecze niby znane, ale cieszy zero sztampy, rutyny, sztywnego odgrywania scenariusza - nadal wszystko na żywioł. Jeszcze mi się gęba śmieje...

3 komentarze | Bo to, k*wa, trzeba trochę kultury! Ogólne |