wodzu@wodzu.net


Sieciowe potyczki

Wpis na 1. poziomie, wysłany 25 września 2006 o 14:44:37

Wetknąłem znowu drugą kartę sieciową - wygrzebałem 3comkę. Nie zwisa. No i pięknie!

W międzyczasie padł jabber.org - chłopaki coś tam mieszali z daemonem jabbera i się waliło regularnie. Zresztą nic to nowego. W końcu więc postanowiłem się przeprowadzić na własną maszynę. Bo jak ona nie działa, to i tak nie mam Internetu, więc po co mi konto jabbera? Serwer i konto sobie tam założyłem dawno temu, ale służyło mi wyłącznie do testowania różnych rzeczy. Jedynym problemem było przeniesienie rostera...

Samo przeniesienie rostera, to żaden kłopot. W Tkabberze wystarczy wyeksportować roster z jednego konta, przeedytować (%s/transport.jeden-serwer/transport.drugi-serwer/g) i zaimportować na drugim. Potem tylko ponowić subskrypcje kliknięciem ,,poproś ponownie od wszystkich w grupie'' i załatwione. Grupę się szybko tworzy regekspem .*.

Nie miałem w domu aktualnego backupu rostera z jabber.org, więc postanowiłem się tam zalogować. Warto by też stamtąd newsy powyrywać, żeby nie przyłaziły itp. A tu nic... No, co jest? Nadal nie działa? Na stronie WWW napisane, że chodzi. 8 tysięcy kont zalogowanych. No, trudno, może potem. Ale sprawdzimy z innego konta. To samo... No, co jest? Przypomniałem sobie, że od czasu wetknięcia drugiej karty za nic nie mogłem dopchać się po https do firmy. Pewnie czegoś w skryptach od firewalla nie poprawiłem. To zacząłem uważnie czytać wszystkie regułki. Traffic shaping nawet przejrzałem. No, jest ok - tak jak miało być. Spojrzałem w konsolę XML - kilka stanz przelatuje, potem umiera. Co jest? Tepsa znowu zmniejszyła u siebie MRU i gubi większe pakiety? Zmniejszyłem MTU na 1000. Nie pomogło...

Dla sprawdzenia uruchomiłem cjc na routerze. Zalogował się do jabber.org w kilka sekund. Czyli problem tkwi gdzieś w routingu u mnie... Ale wszystko jest ok! Połączenia się zestawiają, ip_conntrack wyraźnie je listuje, ssh na świat działa... Tylko jabber i to jedno https nie chodzi (a do mBanku tak!). Szlag by to...

Wszystko zaczęło się, zdaje sie, od momentu włożenia drugiej karty... Ale przecież wszystko chodzi! A może... by je zamienić miejscami? Zmieniłem kolejność ładowania modułów, żeby mi się eth0 z eth1 zamieniły, przepiąłem kable, zrestartowałem... Wszystko działa. Wspominałem może kiedyś, że nie lubię komputerów?

No, to wracamy do przenosin rostera. Backup, korekta kontaktów transportowych, wczytanie na nowym i teraz warto by tylko powiadomić ludzi, że to ja i żeby mnie na drzewo nie wysłali, jak przylezie żebranie o autoryzację z nowego konta.

No, to hurtem: ciach! utworzyłem regekspem .* grupę z wszystkimi kontaktami, wylogowałem transport gg, żeby tam nie poszło i zacząłem pisać wiadomość. Napisałem, wysłałem i... dopiero zauważyłem, że w międzyczasie minęła pełna godzina i automat od głupich opisów włączył mi znowu transport gg...

No i trzeci dzień cierpliwie wyjaśniam biednym gadugadom, że bynajmniej nie chodziło mi o adres e-mail...

2 komentarze | Nie lubię komputerów |

Serwerowo na Compaqowo

Wpis na 1. poziomie, wysłany 12 września 2006 o 09:51:35

Dostał mi się compaqowski serwer. Używany, nie pierwszej młodości, ale sprawny i żwawy. 2 procesory, sprzętowy RAID na SCSI... no, mniamuśny. Dokupiłem taczkę dysków, kieszenie do hot-swapów i zwlokłem go do domu.

PLD rescue grzecznie się wystartowało, więc nie zastanawiając się wiele zainstalowałem system przy użyciu mojego drugiego po dd ulubionego instalatora, czyli tara (znaczy: ssh eden tar c /wybrane-katalogi | tar x -C /;lilo i tyle). Skopiowałem żywcem wszystko ze starego komputera i gotowe.

Wymieniłem jądro na smp - chodzi pięknie. No, to na strych dziada, bo można przy nim ogłuchnąć. Zabierałem się do wyniesienia szumidła od dawna, ale kabli nie chciało mi się ciągnąć. Peceta daje się znieść, ale tego, z dwoma zasilaczami i dwoma potężnymi wiatrakami do procków, już nie - huczy jak odrzutowiec. Po wyjęciu z obudowy wszystkiego, co się dało bez większego rozkręcania jakoś go wtargałem. Zmontowałem z powrotem, odpaliłem. Dyski, oczywiście przetasowałem, a jak! Nie omieszkał się na to wyżalić, ale sobie poradził. Więc mu je ułożyłem w poprzednim porządku, żeby mógł poradzić sobie jeszcze raz...

Chodził, więc zająłem się codziennymi sprawami.

W losowych momentach zwisy. Na sztywno. Zero informacji. Ani w logu, ani na ekranie. Po godzinie, dwóch - raz całą noc przekręcił na spokojnie... Żadnych oskarżeń. No, żeby cię, dziadu! Po kolei próbowałem eliminować podejrzanych. Wyrwałem dodatkowy sterownik SCSI - i tak nic do niego nie było podpięte, przynajmniej startuje się szybciej, bo nie szuka urządzeń... Compaq twierdzi, że ich e100 jest lepszy. Ściągnąłem, skompilowałem. Nic. Może na 2.4 pójdzie? Nie pójdzie - inicjacja cciss umiera. To podobno norma, więc ściągnąłem sterownik od nich. Skompilowałem najpierw pod 2.6. Oczywiście nie chciał się dać tak od razu skompilować, bo błędy składni. No, to metodą dummy-programmer wyciąłem linię, która się nie kompilowała. To była tylko deklaracja parametrów, których i tak modułowi nie podawałem. Wystartował. Nie pomogło - stanął po godzinie. Zacząłem walczyć z kompilacją wersji od 2.4...

Tknęło mnie... Naużerałem się już z compaqami. Lapka też takiego miałem. Oni nie potrafią zrobić czegoś według ogólnie przyjętych standardów, wszystko musi być po ichniemu. I wara wtykać w środek coś, czego wcześniej sami nie sprawdzili albo nie przerobili! Wyjąłem dodatkową sieciówkę. Chodzi od 22 godzin, w trupa kompilując jądro z -j10 -l10, oprócz tego, co normalnie ma do roboty. Muszę przyznać, że load 10 jest praktycznie niezauważalny - na pececie oznaczałby już pracę wsadową (dziś piszę polecenie, jutro widzę, co napisałem, pojutrze wynik). Skurczybyk uruchomił przeciwciała po wykryciu obcego sprzętu wetkniętego w PCI. Wredne rasowe bydlę...

Jądro już się chyba wystarczająco dokładnie skompilowało, przerywam...

4 komentarze | Nie lubię komputerów |

Bajka

Wpis na 1. poziomie, wysłany 09 września 2006 o 18:09:55

Młody przyniósł swoje bohomazy i przeczytał z nich bajkę...

Dawno, dawno, dawno, dawno temu żył sobie król. Miał jedną córeczkę, nazywała się Atrella. Ale już wszystko przysypał piasek, a ona wpadła do morza i zjadł ją rekin.

Hm...

4 komentarze | Ogólne Uroki ojcostwa |