Ludzie rzeczy kupują...
Do Batka przyszły koszulki. Takie ładne, z nadrukami. Jedne ze zdjęciami, inne z malowankami, ale wszystkie bardzo realistyczne. Pierwsza seria. Wiosną na targach znaleźli dystrybutora na Europę. Produkcja amerykańska. No właśnie...
Jak ludzie zobaczyli katalog, to każdy chciał mieć taką koszulkę - wydzierający się z brzucha rekin, tygrys, walczące smoki, piękna elfka zamyślona nad taflą jeziora... Zwłaszcza, że taniej, bo przy okazji pierwszego importu do sprzedaży, a i bez sklepowych narzutów. Pozamawiali sobie. Też zamierzałem sobie coś wybrać, ale jakoś tak wyszło, że nie miałem czasu, a potem zapomniałem...
No i przyszły...
Akurat byłem wtedy w firmie. Beata przyniosła karton do góry. Otworzyliśmy go, zaciekawieni, jak to wygląda w rzeczywistości...
Cisza...
Hmm...
Nadruki rzeczywiście bardzo ładne...
Ale rozmiary...
No, małe, to one nie były... Każdy sobie zamówił rozmiar, jaki normalnie nosi. Ale... Ja do najmniejszych nie należę. No, powiedziałbym, że raczej przeciwnie. Koszulkę, którą miałem na sobie, producent oznaczył trzema literkami, z czego dwie, to X, a trzecia bynajmniej nie S. Ale te?
M-ka byłaby w miarę dobra, gdyby nie była za krótka. L-ka powiewała na mnie, jak flaga. XL-ką mogłem się prawie dwa razy owinąć. XXL nikt nie zamówił, ale pewnie po zaślepieniu otworu na głowę, zaimpregnowaniu i dodaniu stelaża, mógłbym używać tego jako namiotu. Tylko musiałbym nauczyć się spać w kucki.
Ludzie! Ile i czego trzeba żreć, żeby takie ciuchy nosić? I, skoro to jest zwykła oferta rynkowa, to te rozmiary są normalne! W sensie położenia na krzywej rozkładu, oczywiście, bo jak można nie uznać za patologię tułowia o średnicy krowiego? Nie zwężało się to ku pasowi, więc raczej nie na klaty jak Conana Barbarzyńcy było projektowane... Koszmar. Znam, co prawda, jedną taką parę, na którą by te ciuszki pasowały. Synka mają podobnego do siebie. W wieku 14 lat miał operację stawów biodrowych, bo w wyniku tuszy wytarł sobie panewki. Ale to margines populacji. A tam? No, idiotyzm.
Wolałem nie patrzeć na miny ludzi, gdy odbierali wytęsknione koszulki. Skończą pewnie jako gobeliny na ścianach, bo w końcu jednak ładne i wyrzucić szkoda...