wodzu@wodzu.net


Znów pod nogami dechy pokładu będę czuł...

Wpis na 1. poziomie, wysłany 15 lipca 2006 o 08:28:50

No, może dechy, to niezupełnie, bo raczej laminat, ale nie ma to znaczenia. Ofiary bogom złożone: sztormiaki, ciepłe ubrania zapakowane. Więc nie będą potrzebne. Dwa tygodnie wiatru i słońca. W końcu. Precz z komputerami.

Sto ch*w w d*pę i kotwica w plecy, byle dobra pogoda była!

5 komentarzy | Wiatr we włosach |

Złośliwość zwierząt żywych

Wpis na 1. poziomie, wysłany 01 lipca 2006 o 19:29:41

Przez okno wpadł szerszeń. Od kilku lat jest ich tu dość dużo - kiedyś nie było w ogóle. I notorycznie próbują założyć mi gniazdo w jakimś ustronnym miejscu wewnątrz domu. Nieszczególnie chętnie się na to zapatruję, więc mają pecha. Chyba, że zdążą uciec. Osy tłukę ręką, do szerszeni jednak czuję respekt i z reguły sięgam po coś. Zanim owo coś znajdę, to często już bydlęcia nie ma, bo wyburczy na zewnątrz.

Ten wpadł. W zasadzie, to trudno powiedzieć, że wpadł przez okno. Bo do pokoju się nie dostał. Okno jest dwuczęściowe i wpadł, ale do środka. Łaził po parapecie usiłując wspiąć się na szybę. Zamknąłem lufcik, żeby mi nie wylazł i postanowiłem zrobić mu zdjęcie. Ale, że mocno energiczny był i skakał jak głupi, to stwierdziłem, że poczekam, aż się zmęczy i poprawi swą fotogenikę. Okno zachodnie, słońce na niego świeciło, to pomyślałem sobie, że mam z godzinkę pewnie...

Zaglądam po kilkunastu minutach i... nie ma łobuza. A nie! Jest! A w zasadzie był... W międzyczasie dopadł go pająk. Ot, taki maleńki - rozmiaru łba tego szerszenia. I dał mu radę.

Ze zdjęcia nici. Szerszeń już nie wygląda jak groźny drapieźnik, tylko jak kawał śmiecia zawiniętego w pajęczynę. Pająk siedzi w rogu i łypie ślepiami. Nie powiem Justynie, może nie zauważy, to mały sobie do wiosny przetrwa, nim znów będzie akcja przedświątecznego mycia okien...

2 komentarze | Ogólne |

Jabberem po Zatoce

Wpis na 1. poziomie, wysłany 01 lipca 2006 o 19:12:41

Dwa tygodnie spania po mniej więcej 4 godziny na dobę w dwóch-trzech ratach (parę razy po prostu z czołem obok klawiatury) i jest. Można popłynąć. Od dziś rana. Na razie w trójkąciku Gdynia-Hel-Jastarnia, ale może inne trasy też powstaną. To akurat nie mój problem.

Użyte narzędzia, to Linux jako platforma operacyjna, PostgreSQL jako baza danych, oparte na Iris własnej roboty Jabber-RPC (JEP-0009) jako metoda transmisji i Qt jako interfejs. Wszystkim zarządza pracujący w centrali koordynator (bot) pilnujący, by punkty sprzedaży sprzedały tylko tyle biletów, ile jest miejsc w danym statku. Punkty sprzedaży podłączone do Internetu w dowolny sposób (gdy nie ma kabli, to GPRS), do centrali wpięte przez OpenVPN. Serwer jabbera za firewallem, oczywiście, dostępny wyłącznie z wnętrza. W przypadku braku łączności bezpośredniej można pogadać z koordynatorem telefonicznie za pośrednictwem innej placówki (TCP-over-Tamtams) lub kogoś w centrali, kto ma zwykłego jabberowego klienta. Ale w praktyce nie ma potrzeby, bo mechanizm przydzielania limitów z wyprzedzeniem pozwala na spokojną pracę nawet gdy łącze regularnie pada co pięć minut na kolejnych piętnaście.

Najważniejszą funkcją programu klienckiego jest, poza tak nieistotną sprawą, jak sprzedaż biletów, chat. Skoro Jabber, skoro sprzęgnięty z programem sprzedażowym bot jest zalogowany do serwera, skoro jakoś trzeba czasem rozsyłac informacje typu Kto, do jasnej cholery trzyma te dwa ostatnie bilety na 15? Ludzie mi tu płaczą, że do domu nie mają jak wrócić!, to dlaczego nie dać im możliwości rozmowy? Najmniej pracochłonna część roboty, a jaka radość wśród użytkowników! I jaka żałość niezmierna, gdy drugiego dnia testów pracowali już na docelowym serwerze Jabbera, a nie było na nim jeszcze MUC-a! No, tragedia, po prostu, programu używać się nie da...

Nie mają obsługi rostera (tego by jeszcze brakowało, żeby tam mieszali), nie mają możliwości adresowania wypowiedzi (poza specjalnym wywołaniem komendy dla koordynatora), piszą tylko w konferencji - w jednym pokoju, do którego ich bot automatycznie się loguje. Ale odbierają wszystko. I, jak na razie, nie czują potrzeby niczego więcej. Zwłaszcza, że tego MUC-a nie odpalili tam chyba do tej pory...

Zostało jeszcze parę drobiazgów do dorobienia, trochę szlifów, żeby wszystko było, jak trzeba i jeszcze pewnie kilka raportów (dzięki, Wass, za to menu w IE, niech go piekło pochłonie), ale można stwierdzić, że działa. 13 statków dziś odeszło, ostatni pójdzie o 20. Już ma komplet, ale zostało kilka miejsc na rowery, więc jak ktoś się dobrze przebierze, to może się dostanie na pokład. I żeby nie było: to nie jest element kampanii przeciwko homofobii!

JRPC będzie na LGPL-u. Jak Justin wyrazi chęć, to mu to przekażę. Jak nie, to wystawię gdzieś u siebie i będzie publicznie dostępne, w razie gdyby ktoś potrzebował. Wymaga tylko paru oczyszczeń ze śmieci, jakichś egzampli i dodania obsługi pozostałych typów. Potrzebowałem tylko integerów, datetime i base64, więc cała reszta jest chwilowo obsługiwana na zasadzie switch(){default: throw "pocałuj mnie serdecznie";}, ale to już drobiazgi.

A na mnie czas. Młody inżyniera wczoraj dostał, to stawia...

Dodaj komentarz | Nie lubię komputerów Ogólne |