Niepełnosprytni są wśród nas
Ola jakiś czas temu nalała wody do klawiatury służbowego notebooka taty. Cóż, każdemu, kto z komputera korzysta, zdarza się raz na jakiś czas zasiać w nim okruchy chleba, kawałki pizzy i potem podlać je kawą (na sucho nie wschodzą). W moim compaqu młody kiedyś fusami z kawy wyszpachlował klawiaturę na gładko. 3 godziny czyściłem...
Optimusowa klawiatura jest, niestety, bardziej wrażliwa. Kilka klawiszy ucichło. Najprawdopodobniej jedna linia adresowa padła. Liczyliśmy, że jak podeschnie, to może się obudzą, ale nadzieja czyjąś tam matką podobno... Mineralka jak wyschła, to zwarła ścieżki na stałe i koniec. Czyścić tego nie chciałem, bo kto zdejmował kiedyś klawisze z takich klawiatur, ten wie, ile jest zabawy, żeby je z powrotem założyć. Połowę bym połamał pewnie... Bałem się tylko trochę, czy aby nie spaliło się wyjście kontrolera matrycy, ale to dość trudno zrobić, więc prawdopodobieństwo było niewielkie.
Żeby tata się nie dowiedział, postanowiliśmy pójść do serwisu i wymienić. Trochę czasu minęło...
W ubiegłym tygodniu nagle okazało się, że lapek musi wrócić, bo admin ma coś tam zaktualizować. Pech chciał, że byłem akurat na zesłaniu. Umówiliśmy się, że w piątek po moim powrocie wyskoczymy do serwisu. Serwis okazał się być pod samym nosem. Pojechaliśmy. Oli poleciłem kleić głupa, że nie wie, co się stało, ale żeby się nie łudziła, że serwisant się nie zorientuje.
Niezły był. Zajęło mu to z 15 sekund. Z czego 10 szukał latarki.
—Widzi pan? Tutaj widać ślady, że coś się wylało...
—Ok, nieważne. I tak chcemy to ,,pozagwarancyjnie'' zrobić...
Niestety, nie miał klawiatury do tego modelu na wymianę, będzie w poniedziałek. Szkoda, trzeba będzie jednak tacie powiedzieć, głupio wyszło. Trudno. Ważne, że niedrogo i że z głowy...
W poniedziałek zawitaliśmy do serwisu. Facet pierwszy raz rozbierał ten model i jak zobaczyłem, że chce odkręcać od spodu obudowę, to stwierdziłem, że mu pomogę. Ja już spędziłem 20 minut na rozbieraniu tego pudła, żeby po wykręceniu ze 40 śrubek zorientować się, że klawiatura jest przymocowana na 4 plastikowe zatrzaski, które wystarczy lekko docisnąć. Gość się uśmiechnął, klawiaturę wymienił. Sprawdziliśmy: znowu można było pisać szóstki i ósemki. Ola przeszczęśliwa.
Dziś dzwoni Ola:
—Areeeek! Tata mówi, że administrator nie zrobił tej aktualizacji, bo klawiatura nie działa!
—Jak to nie działa? Przecież gość na moich oczach wciskał klawisze! Działało.
Zadzwoniłem, tata obiecał przywieźć lapka do domu. Ja miałem wieczorem wpaść, żeby zobaczyć. To mogła być po prostu niedokładnie wciśnięta taśma od klawiatury. To cholerstwo bardzo lubi krzywo wleźć w gniazdo i źle kontaktować. Głupio, że admin się dowiedział, że w ogóle coś tam było gmerane. Zły byłem na siebie, że nie sprawdziłem sam wszystkich klawiszy...
Tata przyjechał. Powiedział, że admin już zdążył powiadomić serwis, że prawa strona klawiatury nie działa. I że gwarancja na pewno przepadła. Zrobiła się wielka chryja. Ola skruszona siadła do sprawdzania klawiatury. Dzwoni do mnie:
—Arek! No co za idiota! Numlock był włączony!
Tiaaa... Jak w niedzielę przywracałem mu ustawienia sieci, to wpisywałem IP. Ponieważ cyfry z górnego rzędu nie działały, to musiałem włączyć numlocka, żeby móc je wpisać. A XP zapisuje stan locków i odtwarza je po starcie...
Chłopak z serwisu pewnie obsmarkałby się ze śmiechu, gdyby zobaczył tego samego lapka, którego rozbierał dwa dni wcześniej. O ile sprzedawca nie sprawdziłby tego sam wcześniej... W każdym razie admin się popisał, że aż miło. Tata, gdy zobaczył, na czym polegało ,,uszkodzenie'', obśmiał się. Zdaje się, że będzie miał niezłego haka na uczelnianego drutociąga. Postanowiliśmy, że lapek wróci z zapisanym włączeniem numlocka, żeby gość mógł się wykazać znajomością instrukcji obsługi klawiatury, jaką mu sprezentujemy. Trzeba ją jedynie napisać tak, żeby złośliwość tylko przezierała spomiędzy wierszy. Tak bardziej boli...
Jakieś propozycje?