Epitafium
Telegrzanka
Teściowa kupiła jakąś gazetę z Teletubisiami. Specjalnie po to wczoraj pojechałem, bo żona kazała. Łobogowie! Co ja sobie sam za krzywdę wyrządziłem! Młody od rana to oglądał... Pod kołdrę wdzierało mi się niekończące się:
- telegrzanka!
- telegrzanka!
- telegrzanka!
- ...
- lala! uważaj, kałuża!
- lala! uważaj, kałuża!
Chyba nie mogę tyle pić...
Kawalerskie młodego. Wszyscy popadali kilka godzin po północy. Jeden zawodnik, który ze mną walczył do świtu, następnego dnia ledwie żył. Musiałem sobie kroma zreanimować, bo nie było z kim siedzieć. Wschód słońca nad jeziorem, to coś przepięknego. Wodospad mgły spływający z lasu na taflę jeziora... Prześliczne. Po siódmej poszliśmy spać, dwie godziny później pobudka. Gdy reszta wstała, powitali mnie tekstem: ty żyjesz? E, tam...
Wesele. Świadkowałem, to nie mogłem za dużo wypić. Orkiestranci żegnali się: że też ty jeszcze stoisz... Eeee...
Poprawiny. Wieczorem zjechaliśmy do domu, bo się to zbiegło z urodzinami Mamy. Troszkę uchowanych po weselu flaszek wypiliśmy. Wcześniej nalewki miodowej trochę... Rano, gdy siedziałem przy komputerze, podeszła siostra i zapytała, jak się czuję.
— Normalnie, a co?
— No, bo tamci dwaj (świeży szwagier i jego brat – przypisek redakcji) leżą i zdychają.
— To może pójdę im klinika zaproponować?
Poszedłem. Spojrzeli na mnie cierpiącymi oczyma bitych psów – słyszeli naszą rozmowę, bo drzwi były otwarte. Eeee, małolitrażowi...
Urodziny Grega. Trochę wypiliśmy i zawieźliśmy jednego do domu, bo zszedł. Trochę czasu zmitrężyliśmy (miałem ubaw, bo w drodze powrotnej się zorientowałem, że Ola nie wzięła mojego portfela, który został u Justyny w torebce, więc jedziemy bez dokumentów – jak dla mnie, to nic nowego, ale ona się troszkę spłoszyła). Po powrocie jakoś szybko czas mijał. Alkohol też. Wróciliśmy prawie trzeźwi.
Bacówka. W środę wybraliśmy się z kumplem z południa, który do nas zawitał, do bacówki. Teraz to się nazywa chilly-willy, albo jakoś równie kretyńsko. To taki folklor jest teraz: nad morzem buduje się góralskie chaty, bo wszystko musi przecież idiotycznie wyglądać. A potem się je przebiera za meksykańskie (albo cholera wie jakie) budy. Żeby było jeszcze głupiej. W zasadzie nie pisałbym tego w ogóle, ale właśnie się dowiedziałem, że on się ostatkami sił trzymał, gdy wracaliśmy. No tak, w esemesie, którym meldował, że dotarł, narobił kilka literówek – to do niego niepodobne. A wypiliśmy po pięć piw raptem... Gdzie ci chłopcy z tamtych lat...
No, nie ma z kim pić. Nie ma z kim... Ale nie jest źle – w sobotę wpadają do mnie kuzyn i dwaj kumple. Śwagier też będzie. Coś wypijemy, to w niedzielę pewnie nawet na wybory pójdziemy. Na trzeźwo, to ja tym pazernym darmozjadom kulę w łeb, nie krzyżyk przy nazwisku mogę...
Całej wódki tego świata wypić się nie da. Ale trzeba próbować!
Tlenowy spam
6 komentarzy | Nie lubię komputerów Warstwa ..., warstwa piasku | Permalink
Niewiele
—Co zrobiłeś, tata?Umarłem ze śmiechu...
—Kichnąłem.
—A dlaczego?
—Bo mnie w nosie zakręciło.
—W jakim nosie?
—A ile ich mam?
—No niewiele...
Walki z wiatrakami
Krew się gotuje...
Strzał w ciemność?
Przeglądarki
No, to wydałem.
Taki biały był, z nieba...
— Nie.
— Taki duży. Taki biały. Piorun był. Piorun ma oczy?
— Nie.
— Ma oczy?
— Nie.
— Ma trzy oczy? Taki biały. Z nieba.
— Tak...
— Taki biały. Piorun był, piorun. Uderzył wiewiórkę. Taki biały. Wiewiórkę uderzył. Jaką?
— No, jaką?
— Brązową. To bolało. Piorun ma oczy?
I tak cały dzień. Młody obejrzał Epokę lodowcową. Od wczoraj 5 razy... Auć.
Ето был оченъ плохый денъ...
Najpierw przez Kwacha i innych hitlerowców, którym 66 lat temu zachciało się wojny, nie dało się przez miasto przejechać, bo rocznica. Szlag by ich... I tak było lepiej, niż tydzień temu, za bytności Żara, albo wczoraj, za Solidarności, bo przynajmniej tłumów nie było. Ale by ich pokręciło - nigdzie nie dało się zostawić samochodu, bo wszystkie boczne uliczki zastawione znudzonymi na maksa gliniarzami. Zresztą pewnie równie szczęśliwymi z powodu przyjazdu betonu, jak i reszta tubylców.
Zanim znalazłem sobie miejsce, to zmarnowałem ze 40 minut, a paliwa pewnie poszło za co najmniej tyle, ile złupiłby parkomat w centrum. Ale twardym trzeba być, nie mnientkim, więc niehonorowo byłoby odpuścić.
Walki z Javą. Nielubięnielubięnielubięnielubię. No, nie lubię i już. Okno z milionem kontrolek na jednym komputerze się odpala, na innym nie. Na moim z poziomu JBuildera się nie odpala, spoza IDE startuje. JBuilder 2005 nie pomógł. Trzeba będzie pałką...
Czas wracać do domu. Wsiadam, rzut oka w prawe lusterko, czy mogę ruszać (zaparkowałem po przeciwnej stronie)... Nie ma szkła. Noż, k*wa, p*lone dresy do szkoły poszły i któremuś brakowało. Niech ci (celowo małą literą) śmieciu jakiś TIR w moje lusterko przyświeci tak, żebyś oślepiony z mostu zleciał. Najlepiej z całą rodziną, która tak cię wychowała. Umieraj długo i w cierpieniach. Daj znać, gdzie leżysz, przyjdę łeb rozwalić. Z katowskim pozdrowieniem...
W domu. Kompiluję OPIE z zabytkowymi QT, żeby Hancomowe cudaki ruszyły. Orka na ugorze...
Wszystko fajnie, tylko czemu od tygodnia spać mi się chce... ;/